A mama uczyła…

Mama od najmłodszych lat uczyła mnie, że nie można ludzi oceniać, szufladkować. I tak mi zostało do dziś. Wygląd zewnętrzny jest dla mnie mało ważny, zawsze próbuję poznać wnętrze tego człowieka. Nigdy nie przypinam łatek. Ale wczoraj to mnie przytrafiła mi się dziwna sytuacja. Nieprzyjemna.

Pogoda była super, więc korzystając z okazji wzięłam się za porządki wokół domu. Ostatni raz w tym roku umyłam okna, zagrabiłam liście w moim wielkim ogrodzie. A po wszystkim pomyślałam, że pojadę na cmentarz do Mamy Maćka. Posprzątałam znicze, poodwiedzałam znajome groby ludzi, których pamiętam jeszcze z czasów młodości.

Wracając postanowiłam wpaść na szybkie zakupy do marketu w sąsiadującym miasteczku, znajdującego się na kameralnym rynku. Już miałam wsiadać do auta, kiedy na witrynie sklepowej zauważyłam przepiękny płaszcz. Klasyk. Długi, wełniany kamelowy słodziak. Idealny na taką pogodę jak teraz. Sklep – markowy, drogi, z wyrobioną na rynku modowym renomą . Powstał w tym miasteczku chyba niedawno, bo jakoś nie kojarzę, by był tam wcześniej. Postanowiłam zajrzeć i przymierzyć.

Już w drzwiach pani ekspedientka zmierzyła mnie wzrokiem tak przeszywającym, że poczułam się skrępowana. No ale, ja tam weszłam w konkretnym celu. Pytam, czy mogę przymierzyć ów płaszcz, proszę o rozmiar. Pani odpowiada – niestety, ten model w pani rozmiarze nie jest obecnie dostępny w sklepie. Hmmm…zabrzmiało jakbym nosiła plus size, a nie pospolite 36. Pytam, czy mogą mi go zamówić. – Niestety nie mogę. Pytam dlaczego. – Proszę panią, ten płaszcz jest bardzo drogi (tu podaje cenę), w składzie ma 95% wełny. Ciężko mi sprzedać taki ekskluzywny towar w takiej mieścince. A ja, proszę wybaczyć, ale nie mam pewności, że pani go kupi. Już miałam kilka takich sytuacji. Ja zamówię, a pani powie, że bardzo pani przykro, ale nie stać pani na niego. Każda chce sobie tylko przymierzyć. Każda ma gust, tylko nie ma kasy.

W tym samym momencie weszła do sklepu kobieta bardzo elegancka. Poprosiła o płaszcz z wystawy. Pani ekspedientka błyskawicznie rozebrała manekina i podała kobiecie. A ja oniemiałam… wyszłam bez słowa.

Wróciłam do domu, gdzie czekał już na mnie Maciek. Wnieśliśmy zakupy do domu. Zrobiłam kawę. Opowiedziałam mu jak potraktowała mnie ta kobieta, a on do mnie z tekstem „no wiesz Ania może miała trochę racji. Widziałaś się w lusterku? Ja Cię kocham nawet w brudnym dresie i z potarganymi włosami, ale ta kobieta mogła sobie różne rzeczy pomyśleć”:D

Pobiegłam do lustra. Jezu Chryste! Dres ubrudziłam najwyraźniej na tym cmentarzu. A wiatr tak rozwiał mi włosy, że nawet związane wyglądały źle, ale to zauważyłam dopiero przed lustrem. – Przeciętna kobieta w brudnym dresie w ekskluzywnym sklepie… No tak. Ale nie zmienia to faktu, że ta pani nie powinna ludzi oceniać i szufladkować. Tak się złożyło, że dziś z Maćkiem byliśmy w miasteczku znowu. Maciek ma dziś wolny dzień. Jedziemy do Ali na kolację urodzinową jej 18 letniej córy. Wpadliśmy z rana do miasteczka po prezent i kwiaty. Na witrynie tamtego sklepu nadal wisiał kamelowy płaszcz. Maciek złapał mnie za rękę i wprowadził do sklepu. Pani ekspedientka – ta sama. Udała, że mnie nie poznaje. Hmmm…a może w oczach tej kobiety umalowana i w sukience wyglądam bardziej adekwatnie w stosunku do marki, niż w dresie i ubrudzonych błotem adidasach:D Jakże się zdziwiłam, kiedy okazało się, że płaszcz na manekinie był w rozmiarze 36, którego wczoraj przecież nie było… „Hmmm, a wczoraj mówiła pani, że nie ma mojego rozmiaru…” skwitowałam. Ale przymierzyłam. Zachwytom i komplementom ze strony kobiety nie było końca. Płaszcz kupiłam, bo faktycznie bardzo mi się spodobał już wczoraj i leży też świetnie. A Maciek nie mógł sobie darować, by przy kasie,na „do widzenia i zapraszam ponownie” nie odpowiedzieć kobiecie – nawet jeśli przyjdzie w dresie i potarganych włosach? ” -Bardzo panią przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. W ramach rekompensaty naliczę rabat przy kolejnych zakupach” odrzekła. Na co ja odpowiedziałam, że nie zależy mi na rabatach, tylko na godnym traktowaniu każdego człowieka.

Nie oceniajmy po wyglądzie. Proszę:)

Niech wyznacznikiem nie będą nienaganny makijaż, markowe ciuchy czy kolor karty kredytowej…ludzie są równi i o tym nie zapominajmy.

 

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

List

Coś Wam dzisiaj przytoczę, autorka tego tekstu napisała do mnie ostatnio maila. Zgodziła się na publikację bez podawania szczegółów, imion, nazw miejscowości itp itd. Pozostaje anonimowa. Ale nie o to chodzi. Najważniejsze jest to, co napisała. Niezwykle poruszające. I przyznam szczerze, że mnie dotknęło najmocniej…

„Witaj Aniu. Napisałam do Ciebie tę wiadomość, bo chciałam Ci o czymś opowiedzieć. O historii sprzed lat, która wróciła do mnie po tym, jak przeczytałam Twój ostatni wpis. Chciałam opowiedzieć Ci o mojej wtedy wielkiej miłości, o człowieku, który był dla mnie wszystkim.

Ania wiesz, co mnie zgubiło? Dlaczego tak bezgranicznie mu zaufałam? Zgubiły mnie jego oczy. Jego tak cholernie niewinne spojrzenie.Oczy, w których się odbijałam…a one wtedy błyszczały najpiękniej. Kochałam go bezgranicznie. Świat nie istniał dla mnie poza nim. Chociaż dziś brzmi to jak banał. Kochałam go każdą cząstką siebie. Kochałam go oczami, każdą myślą, słowem, gestem…każdym drgnieniem serca. Kochałam go na przekór wszystkiemu i wszystkim. Ale tej mojej miłości nie wystarczyło dla nas obojga. Zdradził mnie. Z kobietą, którą dobrze znałam. O której sam mi opowiadał. Oszukał mnie. Okłamał. I dla mnie wtedy najgorsze było to, że MNIE OSZUKAŁ. To, że zdradził przyszło później. Najpierw zabolało to, że mnie oszukał. I pewnie nie pierwszy raz. Zaczęłam zastanawiać się w jednej chwili jak długo MNIE OSZUKIWAŁ. Wiesz Aniu – ja nie mogłam zaakceptować tego, że on zburzył moje zaufanie. Moje bezgraniczne zaufanie. I tę pewność, że co jak co, ale on mnie nie oszuka…

Człowiek, kiedy się dowiaduje, że został zdradzony myśli, że już nigdy nic nie będzie dobrze. Że ból i cierpienie będą teraz nieodłącznym towarzyszem codzienności. Ale dzisiaj wiem, że z tego się wychodzi. Powoli, z trudem, mozolnymi ruchami, ale poruszasz się do przodu, ku przyszłości. Przychodzi czas, kiedy zapominasz kształt jego ust, kolor oczu, nie pamiętasz jak brzmiał tembr jego głosu i jaki smak miały jego pocałunki. Z każdym dniem, z każdym miesiącem, rokiem to – co kiedyś wydawało się wszystkim – dziś leży zakopane gdzieś na dnie pamięci. I tylko przypadkowo znalezione gdzieś w starym pudle wspólne zdjęcie przypomina o  tym, że gdzieś, kiedyś było jakieś razem. I czasem te „nasze ulubione” miejsca i wszystkie wspólne chwile – zdają się być tylko wspomnieniem, snem. I to takim sprzed kilkunastu lat.

Wtedy – kiedy mnie zdradził, ja odeszłam tego samego dnia. Tak jak stałam. I słowa „dla mnie to koniec” brzmią mi w uszach do dziś. Wypowiedziałam to zdanie patrząc mu w oczy i odeszłam. Bez żadnych awantur, krzyków, plucia w twarz. Po prostu – spojrzałam mu w oczy i odeszłam. A w oczach, w których się kiedyś przeglądałam były tylko łzy. Ale dla mnie były to łzy człowieka, który mnie zdradził i przede wszystkim oszukał. Nie wyszedł za mną, nie próbował zatrzymywać. Wiedział, że i tak nie zdoła tego uczynić. Całe życie powtarzałam, że nie jestem w stanie wybaczyć tylko jednego – zburzonego zaufania. W drzwiach padło przepełnione łzami jego PRZEPRASZAM. Nie zareagowałam.

Ty wiesz, że rozpłakałam się dopiero po kilku godzinach, kiedy wróciłam do domu, zrobiłam sobie herbatę i się rozpłynęłam? Nie byłam w stanie przyjąć do wiadomości tego co się wydarzyło. A kiedy się już tak rozpłakałam to wyłam do poduszki bardzo długo. Aż pewnego dnia brakło mi łez i sił. Nigdy więcej się z nim nie spotkałam, chociaż kilka razy stał pod moimi drzwiami. Przepraszał, prosił żebyśmy porozmawiali…zostawiał kwiaty, prezenty. Nachodził sąsiadki, „żeby przekazały mi, że….blablabla”. On stał pod drzwiami a ja wyłam pod kołdrą.

Kiedyś, gdy zeszły już wszystkie emocje przez chwilę, krótki moment – chciałam się do niego odezwać. Chciałam usiąść z nim w jakiejś przytulnej knajpce, wystroić się, tak żeby na sam pierwszy rzut oka wiedział, że ja już się z niego otrząsnęłam. Chciałam mu powiedzieć, że znalazłam sposób jak sobie radzić z każdym dniem i każdym wieczorem bez niego. Jakim sposobem udało mi się przetrwać każdą noc i nie zrobiłam sobie żadnej krzywdy. Chciałam powiedzieć mu, że nauczyłam się tamować łzy i rozładowywać emocje, których wtedy było mnóstwo. Chciałam zdradzić mu jakim sposobem przetrwałam ból który mi zadał i jak dokonałam tego, że dziś jestem tym kim jestem i tak normalnie funkcjonuję. Chciałam streścić mu te miesiące tęsknoty, które tak mnie dziś ukształtowały. Ale chwilę później zdałam sobie, że nie jestem taka jak on. Nie jestem człowiekiem, który potrafi zadawać ból. Nawet słowem. Dlatego od tamtego dnia nie odezwałam się do niego nigdy więcej.

Dzisiaj wiem, że to, że nie wyszło nie oznacza, że zawalił się świat. Bo mimo upływu czasu ten świat nadal istnieje. Niebo wcale nie runęło mi na głowę, baaa…tamtego dnia nie spadła nawet kropla deszczu. To tylko w mojej głowie przeszła delikatna burza. Huragan, tsunami, trzęsienie ziemi. Tylko w głowie. Ale z głowy można wyrzucić śmieci, naprawić popsute sprawy i nigdy więcej nie popełniać tych samych błędów.

Kiedyś myślałam o tym, jak będzie kiedy przez przypadek wpadniemy na siebie na ulicy. Że przemknie gdzieś obok, że poczuję jego zapach. Co zrobimy. Co zrobię ja? Czy w ogóle się zatrzymam? I co wtedy powiem? Czy powiem mu jak mija życie w „oduzależnianu” się od niego? Że dzieje się to zbyt wolno? Czy zwyczajnie rzucę, że się śpieszę… A najbardziej w tym przypadkowym spotkaniu bałam się, że w jego spojrzeniu zobaczę wspomnienie o mnie…że nie dam rady. Dlatego zawsze starałam się omijać „jego” drogi, „jego miejsca”, bo przecież to miasteczko było na prawdę małe.

Uwierz mi Aniu, przez 5 lat od tego dnia nigdy więcej go nie widziałam. Nawet kiedy przychodził pod moje drzwi nie patrzyłam przez wizjer. W mojej głowie, gdzieś na dnie pamięci pozostał jego obraz z tamtego dnia, kiedy przyznał się, że zdradził. Nie wiem jak dziś wygląda. Nie wiem, czy poznałam bym go na ulicy.

Na koniec dodam tylko, że on był księdzem. Poznaliśmy się, kiedy ja przeprowadziłam się tutaj po studiach. Dostałam pracę. Kupiłam mieszkanie. I któregoś dnia trafiłam na niego. Przyszedł do mojego miasteczka zaraz po seminarium. Jestem niewierząca. Zawsze byłam. Dlatego zawsze unikałam „tych” ludzi, „tych” miejsc. A on od kiedy tylko mnie poznał powiedział, że zrobi wszystko, bym zaczęła wierzyć. Próbował rozkochać mnie w kościele. Samo tak wyszło, że rozkochaliśmy się w sobie. A dalszą część historii znasz. Dziś nie wierzę nadal. Ani w Boga, ani w Jego ludzi. Bo dla mnie nadal najważniejsze jest zaufanie…

Chciałam, żebyś wiedziała, bo od lat czytuję Twojego bloga.

Wierzę głęboko, że Maciek jest inny. Że Wam się uda. Trzymam kciuki. ”

…dziękuję Ci AUTORKO:*

Opublikowano Życie codzienne | 1 komentarz

Może „moje” ulubione nigdy nie powinno być Twoje?

Ostatnie miesiące są tak zabieganym czasem, że ciężko jest mi znaleźć choćby chwilę na to, by tu zajrzeć. Dużo podróżuję, jeszcze więcej pracuję. A Maciek żartuje, że powinnam kupić większy samochód, bo w obecnym jest tyle moich ubrań, dokumentów i butów, że on nie może się zmieścić. Ale ja lubię taki tryb życia. Lubię jeździć. Lubię być sama w podróży. Mam czas na przemyślenia, na snucie planów, czy zwyczajne pogrążenie się w ciszy…

O czym myślałam ostatnio najwięcej?

- O Karolinie. O tym jak los jest niesprawiedliwy i zaskakujący. No bo jednego dnia siedzi przede mną kobieta uśmiechnięta, tryskająca szczęściem, kobieta kochająca i gotowa wiele poświęcić dla tej miłości…a za kilka dni ta sama kobieta usycha z miłości i wygląda jak zbity pies i sama sobie pluje w twarz, że tak łatwo dała się oszukać.

Kobieta, która jeszcze niedawno unosiła się z tej miłości nad ziemią a chwilę później próbowała znaleźć w sobie choć odrobinę siły, by wyjść z ogromnego dołu, do którego wpadła kiedy miłość okazała się najgorszą zarazą.

Czego dziś żałuje kobieta zdradzona? – Nie wiem, bo sama nigdy nie byłam zdradzona. Ale mogę tylko sądzić, że jest to wiele rzeczy. Na pewno zmarnowanego czasu…ale z drugiej strony przecież nie cały czas był zdradzony, bo były też przyjemne momenty. Momenty, do których mimowolnie będzie wracać pamięcią, bo tego tak po prostu nie da się wymazać z pamięci. Bo każdemu jednak towarzyszyły pozytywne emocje…bo wtedy kochała, bo wtedy jeszcze nie wiedziała, że za te momenty teraz będzie go coraz bardziej nienawidzić. Ot, przykład z ubiegłego tygodnia. Dzwonię do Karoliny. Pytam co robi, kiedy spotykamy się na kawę. Odpowiada, że dzisiaj ma spotkanie służbowe, ale jutro będzie wolna koło południa, możemy wypić szybką kawę. Drugiego dnia spotykamy się restauracji obok. W ostatnim momencie zmienia miejsce spotkania. Opowiada na dzień dobry historię, która przytrafiła się jej poprzedniego dnia.

- Słuchaj wchodzę do knajpki, w której umówiłam się z tym koordynatorem, on już siedzi przy stoliku, więc zamawiam kawę i siadam przy jego stoliku. Wieszam płaszcz na krześle i w tej samej chwili paraliżuje mnie ten widok. Przy następnym stoliku siedzi on-ex, ze swoim kolegą. Piją kawę. Kiedyś ta knajpka należała do naszych ulubionych, więc w myślach przeklinam samą siebie, że zgodziłam się na to miejsce, kiedy koordynator zaproponował je na miejsce naszego spotkania. Przez cały czas za plecami mojego koordynatora widzę exa. Nie wiem jakim cudem potrafię się skupić na tej rozmowie. W pewnym momencie widzę, że oni się zbierają. Jego kolega, którego zresztą dobrze znam podchodzi do mnie się przywitać. Ex podchodzi za nim. Zamieniam z kolegą kilka słów i wychodzą. Ja kończę spotkanie, które na szczęście ma pozytywne efekty. Wracam do domu i coś od środka mnie roznosi. Sprawdzam jeszcze wieczorną pocztę, zaglądam do spamu w którym widnieje mail od exa „Dobrze było cię zobaczyć choć przez chwilę. Wyglądasz bardzo profesjonalnie”. Całą noc nie spałam. Już nienawidzę tej knajpki. Więcej tam nie pójdę. Nienawidzę miejsc, które kojarzą mi się z nim. A wiesz co jest najgorsze? To, że kiedyś te miejsca były moimi ukochanymi. To ja pokazałam mu mój Kraków, Zamość i Wrocław…a weekendowe wypady w góry stały się naszym rytuałem. To ja rozkochałam go w górach, w łażeniu po tych wszystkich „moich” szlakach, nawet polubił spacery po odludnych zakątkach, które na początku uznał za stratę czasu…Teraz ukradł mi wszystkie moje ukochane miejsca. Przez niego znienawidziłam to wszystko. Nie mam najmniejszej ochoty wybrać się na szlak, czy na spacer po Krakowie. Ty wiesz, że ja nie mogę nawet włączyć żadnej płyty w samochodzie, bo wszystkie były nasze… Od teraz bezpieczniej jest mi słuchać radia. I nawet kawy spokojnie nie mogę się napić, bo zamawiam taką, którą on też lubił… Nienawidzę go za to, że stanął na mojej drodze, że zniszczył wszystko to „moje ulubione”…

Jakże to okrutne. Jeden facet, jeden dupek, a potrafił sprawić, że kobieta straciła wszystkie swoje pasje i całą swoją przeszłość…

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

Osiągnąć nieosiągalne

Kilka dni temu, siedząc wieczorkiem w moim ukochanym bujanym fotelu, z kocykiem na kolanach i lampką wina w dłoni, gdzie w tle leciała smętna jesienna muzyka, a Saba ucinała sobie smaczną drzemkę przy ciepłym ogniu z kominka, Maciek tym swoim „O czym tak myślisz?” wyrwał mnie z tej mojej zadumy…

- …tak sobie myślę Maciuś, jakie to życie jest dziwne i jak wiele nie zależy od nas… no bo zobacz, jak byliśmy młodzi to siedzieliśmy i planowaliśmy…pójdę do takiej i takiej szkoły, zostanę architektem, psychologiem? Potem pobierzemy się, będziemy mieć trójkę dzieci. Zamieszkamy w domu po babci. Wyremontujemy, w ogródku posadzimy róże albo mieczyki. Albo i róże i mieczyki. Wszystkie elementy tej układanki były takie piękne i kolorowe…

- No i co?

- I żadne z nas nie przewidziało, że życie zmieni tory, że nagle przestanie być tak kolorowo….a tu plany nam się sypnęły w ciągu miesiąca. Ja zamiast na architekturę wyjechałam, Ty też psychologiem nie zostałeś… nie zaplanowaliśmy, żadnej choroby, żadnego wypadku, żadnej tragedii…żadne z nas nie było w stanie przewidzieć, że straci kogoś najbliższego, kogo kocha najbardziej na świecie. Ktoś podmienił puzzle w naszej idealnej układance. Ktoś namieszał, poprzestawiał, zabrał dwa najważniejsze elementy. Wywrócił do góry nogami plany, marzenia, przyszłość… Ktoś zakpił sobie z naszego porządnego, poukładanego życia…

- żałujesz?

- …nie wiem. Nie. Chyba nie….no może troszkę. Cholera nie wiem! Maciek zobacz ile czasu straciliśmy. Gdybym mogła się dowiedzieć jakby było gdyby…to chyba chętnie bym to zrobiła. Chciałabym wiedzieć, czy bylibyśmy małżeństwem, czy może już po rozwodzie…czy wokół nas siedziałaby dziś trójka naszych dzieci… czy kochalibyśmy się tak samo mocno jak wtedy…hmm…a z drugiej strony oboje mamy za sobą kawał czasu, bagaż doświadczeń tak wielki, że pewnie uziemilibyśmy samolot wsiadając na pokład.

- pewnie tak, ale na szczęście udało nam się znaleźć te dwa brakujące elementy układanki. Te najważniejsze. TY i JA. Chcesz, możemy znowu zacząć planować. Pobrać się nie pobierzemy, bo boję się, że jednak za szybko byśmy się rozwiedli, ale pozostałe sprawy ok, planujmy:)

- dzieci też nie będzie…

- Oj mała, chodź tu do mnie…(mocno przytula)

- Wiesz, jedno się nie zmieniło…przez tyle lat tylko Ty mówisz do mnie „mała”…

- no bo dla mnie to tak jakby nic się nigdy nie zmieniło. Jesteśmy znowu razem, kochamy się i przyszłość widzę tylko w samych ciepłych barwach:)- no to chociaż te mieczyki i róże zasadźmy w przyszłym roku w ogrodzie…
:):):):)

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

Stracić kogoś najbliższego

Opowiem Wam dzisiaj o kobiecie, którą już tutaj wcześniej przedstawiałam.

Karolina. Jest kobietą zdradzoną.

Jak się trzyma? Chyba nieźle. Byłam u niej ostatnio na kawie. Nie chodzi w porozciąganych dresach, nie rozpacza po kątach. Umalowana, zadbana. Na pierwszy rzut oka, nic się u niej nie zmieniło.

Z mieszkania zniknęły tylko zdjęcia, których wcześniej było pełno. Teraz stoją puste ramki, albo są w nich zdjęcia tylko Karoliny i jej rodziny.

Pytam jak się czuje… I gryzę się w język, bo wiem jak bardzo drażniło mnie to pytanie dekadę temu…

- Nie najgorzej. Już się powoli otrząsam. Wiesz, ktoś powiedział, że najgorszy jest pierwszy tydzień po rozstaniu…myślałam wtedy, że chyba nie wie co mówi. Jak tydzień? Przecież to tak mało czasu.  Dla mnie to był koniec świata. Wtedy. Wtedy był. Słuchaj czas płynął cholernie wolno! Jak nigdy. I mimo tego, że miałam mnóstwo zajęć i bardzo mało czasu na myślenie, rozpaczanie to dla mnie czas zatrzymał się w miejscu. Wieczory to zmora każdej zdradzonej osoby. To czas kiedy boisz się wejść do sypialni, bo doskonale wiesz, że kiedy tylko postawisz nogę za progiem wróci wszystko…to przecież była wasza wspólna sypialnia… Ja w mojej śpię dopiero od kilku dni, kiedy uświadomiłam sobie, że kanapa w salonie jest cholernie twarda, a ja już wystarczająco cierpię, by jeszcze katować się spaniem na salonowej kanapie. Ale wracając do tego tygodnia…coś w tym jest. Po tych zaledwie kilu dniach coś się zmieniło…nie wiem, może brakło już sił na płacz, rozpacz… Pewnego dnia wróciłam do domu, włączyłam laptopa i usunęłam jego zdjęcie z tapety. Później poleciały zdjęcia na których byliśmy razem. Wiadomości na skrzynce, smsy, opustoszały ramki ze zdjęciami, numer telefonu trafił do automatycznie odrzucanych. Zniknęło z mojego domu wszystko to, co świadczyło o tym, że kiedykolwiek był w moim życiu. Jezu, żeby tak się dało zrobić z głową….

Byłam na tyle wspaniałomyślna, że pozwoliłam mu zabrać swoje rzeczy z mojego mieszkania pod moją nieobecność. Choć na początku chciałam je wyrzucić do śmieci.

Ty wiesz, że on miał czelność zostawić mi kwiatki? Pieprzoną wiecheć, która co? Miała być czymś w rodzaju przepraszam?! Odesłałam kurierem z karteczką „Znikaj z mojego życia razem z tym bukietem”.

Nie odważyłam się od tamtego czasu zerknąć do SPAMu. Boję się, że próbował dzwonić… A może boję się też tego, że się nie odezwał…

W środku mało się zmieniło. Rozdziera mnie tęsknota. I to jest tak cholernie głupie, wiesz Ania, bo z jednej strony go nienawidzę. A z drugiej strony ta tęsknota jest nie do opisania. Bo przecież znałam go tyle lat…dawniej codzienny kontakt, a dziś ta głucha cisza.  Ale wiesz co, nie będę rozpaczać, bo po prostu żal mi na to czasu. Wiem, że nie będzie mi łatwo teraz znowu komuś zaufać, pewnie nigdy z żadnym facetem nie wejdę w taką relację i już żadnemu tak nie zaufam i tak mocno z nim się nie zaprzyjaźnię….ale czy fajnie i szczęśliwe życie może zagwarantować tylko facet przy boku? Nie umiem stwierdzić jednoznacznie co czuję do niego…obrzydzenie, złość, nienawiść, żal, rozczarowanie? Ale też dawną sympatię, troskę… Zobacz jaka jestem głupia. Facet pieprzy inną, a ja się zastanawiam, czy kiedykolwiek, choć przez chwilę o mnie pomyślał…Głupie, wiem…

Cóż mogłam jej powiedzieć?

Miałam tak samo. Mój mąż zginął, z dnia na dzień zniknął z mojego życia. Nie mogę się stawiać na jej miejscu, ani ona tym bardziej nie może się postawić na moim. To dwie różne sprawy. Dwie różne straty…. Ból pewnie podobny. Rozpacz jakby mniejsza, bo ja zbierałam się do życia z dobre pół roku. Dlaczego? Dlatego, że nie jestem tak silną kobietą jak Karolina. I nie miałam wtedy  w sobie takiej gigantycznej chęci życia i nadziei, że jeszcze coś fajnego mi się w życiu przydarzy jaką ona ma teraz:)

Wspieram, podziwiam i milczę, kiedy trzeba. Podaję chusteczkę i wyciągam na wino też kiedy trzeba. Bo doskonale wiem, że w takich sytuacjach trzeba mieć kogoś, kto pomoże się otrząsnąć i podnieść z tego dołka.

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

Być całym światem

Mam przyjaciółkę. Ma na imię Karolina. Dziewczyna młodsza ode mnie o 10 lat, a dogaduję się z nią lepiej niż z własnymi rówieśniczkami. Zaradna, ułożona. Pracuje w IT. Zarabia bardzo dobrze. Już na pierwszym roku studiów dostała pracę. Najpierw dorywczą, potem tak rozwinęła skrzydła, że obecnie jest menagerem ds. zarządzania zasobami ludzkimi. Piękna. Inteligentna. Kobieta z przeróżnymi pasjami. Ma własne mieszkanie, samochód, domek letniskowy. I jest sama.

Przez ostatnie 10 lat naszej przyjaźni nie była z nikim tak na dłużej. Pytam dlaczego?? Bo jak twierdzi „nie ma czasu na facetów, poza tym nie chce się wybijać z rytmu i zawracać sobie głowy jakimiś miłostkami”.

No spoko. Ja też myślałam podobnie swego czasu. Co prawda z innych powodów, ale podobnie.

Karolina przez te lata miała przyjaciela. Mega bliskiego. Takiego, któremu ufała bezgranicznie i którego była pewna bardziej niż własnej rodziny. Świetnie się dogadywali, pod każdym względem. Kiedyś zapytałam dlaczego nie są razem…odpowiedziała, że boi się, że jeśli zrobią krok do przodu i coś się popsuje to sypnie się też przyjaźń.

Właściwie zrozumiałe. To trochę jak mieć wszystko, a potem nie mieć nic.

No ale życie jest tylko życiem. On się zakochał. Ona chciała być twarda. W międzyczasie pojawiła się jakaś kobieta. Ale dla niego jak mówił to była  tylko znajoma. Tak też ją cięgle opisywał. Rok temu Karolina uświadomiła sobie, że ona tez coś czuje do niego. Bała się, ale zaryzykowała. I było im cudownie. nie widziałam jej nigdy tak szczęśliwej, tak rozpromienionej. Wprost raziła tym szczęściem. Zamieszkali razem, kupili nowe większe mieszkanie….tzn, ona kupiła. W pracy sukces za sukcesem. Co miesięczne wizyty u prezesa w gabinecie tylko po to, by dostać kolejną podwyżkę, awans.

Kobieta sukces. Spełniona. Kochana.

Widziałam się z nią w weekend, w zeszłym tygodniu. Była na szkoleniu w Kr, więc po wszystkim umówiłyśmy się na kolację. Aż jej zazdrościłam tego stanu…unosiła się 3 metry nad ziemią:) Nie mogła się nacieszyć tym jak jej dobrze.

Dzisiaj zadzwoniła. „Pamiętasz jak ja dzwoniłam a on nie odbierał? Zadzwoniłam do niego do pracy. Sekretarka powiedziała, że przecież on pojechał na weekend do Zakopanego. Sama rezerwowała pokój dwuosobowy.” Domyśliłam się, że pojechał z tamtą. Jeszcze tego samego wieczoru napisał, że musiał wyjechać na pilną konferencję do Zakopanego. Odpisałam po kilku godzinach, że bardzo żałuję, że nie ma w sobie na tyle odwagi, żeby ze mną porozmawiać. Że życzę mu udanej konferencji i owocnej nocy.Wiesz, to było w tym samym momencie, kiedy kochał się z tamtą…” Przyznał się, w poniedziałek. Zapytałam wprost, czy ta konferencja to była ona i czy mnie zdradził. Zawahał się, ale nie zaprzeczył. Powiedział, że od pewnego czasu coś do niej czuł. Że właściwie nie wie, czy się zakochał, czy po prostu…Przespał się z nią bo było gorąco i trochę wypili. I był na tyle bezczelny, by powiedzieć, że to właściwie moja wina, bo kopałam do po łydkach, kiedy on chciał się do mnie zbliżyć. I że wie, że spieprzył wszystko, ale nie chciałby tracić mojej przyjaźni….rozłączyłam się, bo myślałam, że serce mi pęknie…”

Pojechałam do niej od razu. Jest w okropnym stanie

- …wiesz jak się czuję? to jakby człowiek unosił się 3 metry nad niebem, a potem pierdzielnął głową w ziemię, robiąc przy tym dół 30 metrowy. Nic mi nie idzie. Nie śpię, nie jem, prawie zawaliłam nowe zlecenie, dobrze, że mam taki cudowny zespół….byłam na dywaniku u prezesa, tym razem nie po podwyżkę i gratulacje…

Straciłam wszystko. Wszystko, na czym tak cholernie mi zależało i czemu poświęciłam tyle lat życia. Czuję się jakby ktoś odrąbał kawałek mnie…

i wiesz co jest najśmieszniejsze w całej tej koszmarnej sytuacji? – że ja martwię się o niego…jak sobie poradzi!

Wróciłam do domu i pomyślałam – Maciek jest dla mnie wszystkim. Całym światem…nie burzcie mi tego światu…

Proszę.

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

a tymczasem minęło 20 lat…

„…życie zmienia się szybko

życie zmienia się w jednej chwili

siadasz do kolacji i życie jakie znasz się kończy…

pozostaje kwestia żalu…nad sobą”.

Gdybym 10 lat temu, siedząc z Maćkiem na kawie w naszej ulubionej knajpce pomyślała, że dzisiaj będziemy siedzieć w tym samym miejscu, pić tę samą kawę śmiać się i całować…to kolejna myśl brzmiałaby „TY CHYBA OSZALAŁAŚ”.

10 lat temu byliśmy na zupełnie innym etapie. Ja byłam na zupełnie innym etapie. Zagubiona, tęskniąca, podchodząca z żalem do życia, do Boga…Wiecznie zabiegana, wiecznie na walizkach…ryzykantka, która nie bała się już stracić w życiu niczego…niczego ważnego. Bo wszystko to co ważne stracił, 10 lat wcześniej. Miłość. Rodzinę. Męża. Matkę. Córkę. Radość z życia. Wszystko.

Pamiętam jak zaraz po śmierci moich bliskich pomyślałam  – najważniejsze to przetrwać pierwszy tydzień. Potem miesiąc. Rok. Rok wydawał się być niekończącą się wiecznością. Ale przetrwałam. Wylewając łzy do poduszki, cierpiąc w cieniu czterech ścian. Potem mijały lata. Minęło 10 lat. I powstał ten blog.

Obiecałam sobie, że kiedyś siądę i od początku go przeczytam. 10 lat wspomnień. Pewnie nie raz popłynie łza…

Niedługo minie 20 lat od tamtego tragicznego dnia. Dnia, który zmienił wszystko. Zmienił mnie.

Dzisiaj jestem już pogodzona z przeszłością. Wiem, że niczego nie zmienię. Jedyne co mogę zrobić to pielęgnować pamięć o tym co było. O bliskich, o życiu, które zostało tam, w Moskwie…

Przez te ostatnie 10 lat to ja się zmieniłam. Postarzałam się to oczywiste, ale zmieniłam się wewnętrznie.

Dzisiaj wiem co jest dla mnie ważne. Dzisiaj nim spakuję walizkę i polecę na drugi koniec świata pomyślę – jest przecież Maciek.

Jest. Jest od ponad 20 lat. Od pewnego czasu jest bliżej, jest bardziej, jest więcej…

Jest tak mocno, że aż boję się myśleć, że mogłabym go stracić…

…bo straty kolejnej bliskiej osoby już bym nie przeżyła…

bo ile można…ile strat może znieść serce kochającego człowieka!

Dzisiaj, po 20 latach po raz pierwszy nie boję się powiedzieć JESTEM SZCZĘŚLIWA. Cholernie szczęśliwa.

I błagam nie zabierajcie mi tego szczęścia…..

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

Dominika

Dominika. 24 latka z małej wioski na południu Polski. Skończyła studia. Mieszka z rodzicami i rodzeństwem. Jest cicha, skromna, bardzo opiekuńcza i rodzinna. Zawsze przezorna, zawsze postępująca zgodnie z prawem i własnym sumieniem. Bardzo rozsądna. Właściwie, to od rówieśników różni się wszystkim. Nie chodzi na dyskoteki, nie pije alkoholu, nie pali. Rodzice nigdy nie mieli z nią żadnych problemów. Wzorowa uczennica, dobra córka, pomocna wnuczka.

Ma plany na przyszłość, chce się dostać do policji. To typ samotniczki. Choć pochodzi z rodziny wielodzietnej czasem potrzebuje po prostu pobyć sama. Jak każdy z nas. Z żadnym chłopakiem nie związała się nigdy na dłużej. Mówi, że boi się związków, bo to liczne zobowiązania, kłótnie….A potem rozstania, czyli ból, którego ona się boi. Boi się cierpieć, boi się, że ktoś, kogo mocno pokocha skrzywdzi ją, zrani, zostawi z krwawiącym sercem i odejdzie bez słowa.  Z drugiej strony bardzo chce być kochana.

W tajemnicy przed rodziną wdała się w romans ze starszym od siebie o 18 lat mężczyzną. Żonatym, który ani myśli coś dla niej zmieniać.

Spotykają się w jego służbowym mieszkaniu na kilka godzina. Raz w tygodniu. Przeważnie lądują w łóżku. Ale też oboje bardzo się lubią. Dużo rozmawiają, można powiedzieć, że się przyjaźnią.

Wczoraj była u ginekologa. Bała się, że zaszła w ciążę. Ale okazało się, że to tylko fałszywy alarm. Kiedy wracała do domu, uświadomiła sobie, że była by to największa porażka  jej życiu. Coś, co przekreśliło by jej dorosłe życie już na samym starcie. I byłaby to jej ciąża i jej problem. Bo przecież czyja to wina, że ona akurat miała dni płodne? Bo przecież on dla niej niczego by nie zmienił. Bo on ma inne plany.

A dzisiaj po 2 dniach ciszy z jego strony odezwał się z pytaniem, czy wpadnie wieczorem do jego służbowego mieszkanka…

Nie wpadła. Dominika ostatnio boi się wpadać gdziekolwiek….

Znowu zaszyła się w cieniu swojego pokoju, by w samotności popłakać i pocierpieć…bo przecież tak bardzo chciała, żeby nikt jej nie skrzywdził…

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

na szybko, bo w biegu

Zabiegana. Zapracowana. Zmęczona. Rozkręcająca nowy biznes.

Szczęśliwa. Kochana. Spełniona. Czekająca na urlop z Kochanym.

Pozdrawiam!

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj

Dzień Matki

„Dzisiejszy dzień to najpiękniejsze święto, jakie może sobie wymarzyć kobieta.

Bo czy jest piękniejsza rola, niż rola matki?

Bo za co można być bardziej wdzięcznym kobiecie, jeśli nie za dar życia?” – powiedział Maciek dzisiaj po kazaniu w kościele.

Popłynęły mi łzy. Bo dla mnie jest to trudny dzień. Bo do mnie nikt nie powiedział nigdy MAMO, bo mojej Mamy już ze mną nie ma, bo ja nie mogę dziś być u niej. I Maćkowi też jest dzisiaj smutno, bo jego Mamy też już nie ma…

Opublikowano Życie codzienne | Skomentuj