Fundamenty

Tak sobie dziś pomyślałam, że dla mnie taka więź ojca z dzieckiem jest podstawą. Jest czymś, co wpływa na to jak stabilne i pewne siebie będzie dziecko w przyszłości.

<Nie zrozum mnie źle, ogólnie ważna jest więź rodzicielska, ale ta ojciec-dziecko jest czymś fundamentalnym. Ja dziś jestem tym kim jestem dzięki mojemu ojcu, który codziennie rano, kiedy na mnie patrzył mówił „kocham Cię córeczko”. A dziś, kiedy mam już swoje lata i trochę przeżyłam wiem jak trudno jest facetowi powiedzieć „kocham” a tata robił to codziennie. Zawsze wspierający, zawsze ciepły, serdeczny, taki mam jego obraz przed oczami.

Kiedy byłam mała to powtarzał „załóż czapkę, bo się przeziębisz”, kiedy dorastałam powtarzał „wiesz, że gdyby ktoś Cię skrzywdził to ja mu połamię  kości…ale załóż czapkę przed wyjściem. Randka randką, a o zdrowie trzeba dbać”.  Kiedy szłam na pierwszą rozmowę kwalifikacyjną powiedział: „jesteś silna, piękna, mądra, zaradna – to nie Ty potrzebujesz tej pracy, tylko ta praca potrzebuje Ciebie”. Kiedy coś nie grało, miał zawsze jedno zdanie: „Pamiętaj, że do mnie zawsze możesz przyjść się wyżalić…zawsze będę po Twojej stronie”. W dniu mojego ślubu powiedział do mnie i mojego przyszłego męża: „to zarówno mój jak i Twój najpiękniejszy dzień w życiu. Dzisiaj mój największy skarb przekazuję w ręce innego mężczyzny – dbaj o nią, kochaj i szanuj i mów codziennie jak bardzo ją kochasz i jak jest wspaniała”…>

Wbrew pozorom nie jest to moja historia. To opowieść silnej, pięknej, mądrej kobiety. Matki. Kobiety, która wychowała się w domu w którym od dziecka budowano w niej poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa, szczęścia.

Ja nigdy nie miałam z moim ojcem takiej relacji. Nie chcę powiedzieć, że nigdy, ale na pamiętam, żeby powiedział kiedyś głośno – „kocham Cię córeczko”. To co mi utkwiło w pamięci, to zdanie, które wypowiedział na jakiejś rodzinnej uroczystości – „wiesz ja zawsze chciałem żeby Anka była chłopcem”…

Nie czułam z jego strony tej miłości, ciepła. To nie był typ opiekuńczego ojca. I ja do tego przywykłam. Nauczyłam się radzić sobie sama. A brak miłości z jego strony wynagradzała mi czuła i kochająca Mama. Dopiero w dorosłym życiu przekonałam się, że to właśnie przez ten brak okazywanej z jego strony miłości i akceptacji ja nie potrafiłam w siebie uwierzyć. Nie potrafiłam się otworzyć na jakąś głębszą relację, na miłość. Przez długi okres mojego życia ciężko było mi zaakceptować to, że jest jakiś inny mężczyzna, który się o mnie troszczy, któremu na mnie zależy i który mówi do mnie „kocham Cię”…

Tak. To moja historia.

I mimo tego, że Mama była najwspanialszą i najukochańszą kobietą,która codziennie powtarzała mi, że jest ze mnie dumna i mówiła jak bardzo mnie kocha, i okazywał to na każdym kroku, to ja do dziś mam jakiś niedosyt – brak tej drugiej cząstki miłości.

Dziś leżę na kanapie, obok siada Maciek, przytula się do mojego brzuszka i mówi „kocham Cię kruszynko i bardzo bardzo na Ciebie czekam, wiesz?”

… rozpływam się….

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>