Wiosna!

Dzień dobry w ten piękny słoneczny poranek.

Mój dzień rozpoczął się już przed 7.oo. Obudziły mnie promienie słońca, które zakradły się pomiędzy zasłonami do naszej sypialni.  I pierwszy raz od bardzo dawna obudziłam się tak wyspana i z przeczuciem, że to będzie dobry dzień…:)

Wiosna sprawiła, że jestem coraz spokojniejsza i powoli zaczynam wierzyć, że będzie dobrze…

Siedzę na tarasie, wygrzewam się w promieniach słońca, piję ciepłą herbatę, podaną przez Niego i przyglądam się jak gania po ogrodzie z Sabą ciesząc się przy tym jak dziecko:)

…i tylko jeszcze co jakiś czas dotykam brzuszek, żeby się upewnić, że wszystko ok.

Maciek też oszalał na jego punkcie. Nieraz w nocy czuję jak głaszcze mnie po brzuchu i kilka razy już widziałam jak zaświeciły mu się oczy, kiedy mówił do tego kogoś w środku:)

 

Bałam się jak to będzie, kiedy Maciej już to swoje poprzednie życie zakończy, bo przecież on tak na prawdę zakopał za sobą wszystkie drogi. Odchodząc zaskoczył chyba wszystkich swoich kolegów, znajomych. Wszystkich. Bałam się, że po wszystkim zostanie sam. Że telefon nagle zamilknie, albo wręcz odwrotnie wszyscy będą go krytykować, szydzić…

Maciek odszedł. Coś za sobą zamknął. To prawda, koledzy przestali być kolegami. Zostali przyjaciele. Najbliżsi, najwierniejsi, prawdziwi. Została rodzina, która jest dużym wsparciem i dla której był to szok, ale od nikogo z nich nie usłyszeliśmy złego słowa.

Największym zaskoczeniem była dla nas reakcja naszych najbliższych znajomych, którzy zaczęli słać smsy i dzwonić, że jakby co to oni są, że dla nich nic się nie zmienia, że zawsze możemy na nich liczyć…że wszytko będzię dobrze.

Chyba też taka ich reakcja sprawiła, że było nam łatwiej zaakceptować tę sytuację. I Maćkowi było łatwiej, odnaleźć się w „tej nowej” rzeczywistości.

Chociaż pewnie minie jeszcze dużo czasu zanim ludzie ucichnie echo ludzkiego gadania. Ale, ja nigdy nie byłam typem człowieka, który się tym przejmował. A Maciek – cóż, to była jego dojrzała, przemyślana decyzja, do której jak sam powiedział długo dorastał. I postąpił w zgodzie ze swoim sumieniem.

Jedna z pierwszych naszych rozmów po tym jak tamten etap się zakończył brzmiała:

„…Ania, nie da się kochać dwóch osób tak samo. a myśl, że żadnej z nich nie możesz się oddać w zupełności jest najgorsza i najtrudniej z nią żyć. To nie jest tak, że nagle przestało mi na „pracy” zależeć i postanowiłem ją rzucić. Nagle zaczęło mi bardziej zależeć na Tobie. Myślałem o tym od tym od kiedy wróciliśmy z wakacji. Właściwie cały czas o tym myślałem. A kiedy powiedziałaś, że będzie ktoś jeszcze to wtedy wszystko było już jasne. I nic nie było taka ważne jak Ty. I nie jest. I nigdy nie będzie…”

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>