Walka o marzenia

Z godziny na godzinę, z dnia na dzień coraz bardziej dociera do mnie, że jestem w ciąży. Jestem tak szczęśliwa, że chciałabym skakać, fruwać, wykrzyczeć całemu światu tę cudowną nowinę.

Od tygodnia nie robię nic, tylko czytam, czytam, czytam. Przeglądam internet, wykupiłam pół księgarni książek o ciąży.

Budzę się rano i szczypę się, żeby sprawdzić czy to wszystko to aby nie sen. Ale nie, to prawda:D Powoli też zaczynam odczuwać poranne mdłości. A może czułam je już dawno, zanim się dowiedziałam, że to ciąża.

Pierwsza dowiedziała się Ala. Właściwie dlatego, że spotkałyśmy się pod przychodnią. Poszłyśmy na obiad. Nic nie zjadłam bo nie byłam w stanie. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie zamówiłam kawy. Ala spojrzała na mnie i zapytała mnie co mi jest, „bo przecież ty jesteś uzależniona od kawy, a od kilku dni widzę, że zupełnie nie masz na nią ochoty…”

- Ala, ja sama w to nie wierzę, ale byłam u lekarza, zrobiłam badania…i jestem w ciąży. To 6 tydzień. Ciąża przebiega prawidłowo… i tutaj głos mi się załamał…

- Ale jak to?! Przecież Ty mówiłaś, że nie możesz mieć dzieci. Że wtedy…że ten lekarz powiedział… <…> … Jezu kochana! Tak się cieszę!!!:D Ty tak bardzo o tym marzyłaś! Widziałam jak Ci było ciężko… O matko! Nie mogę w to uwierzyć!:D Ale supeer! Zobaczysz, wszystko się ułoży. Będziesz super mamą. A Maciek jak się ucieszy!!!
Wiesz co, jak byłaś u mnie ostatnio i tak gadałyśmy o tych objawach i wtedy po raz pierwszy nie wypiłaś u mnie kawy od niepamiętnych czasów to pomyślałam, że ja takie same objawy miałam za każdym razem kiedy byłam w ciąży…ale nie powiedziałam Ci tego, bo nie chciałam Ci robić przykrości. Jejku, kochana Ty całe życie myślałaś, że nie możesz mieć dzieci…a teraz…siedzisz przede mną:D

…ten mowo-tok trwał jeszcze chwilę. A mnie po policzkach po prostu płynęły łzy. Łzy szczęścia. Radości. Spełnienia najskrytszych marzeń. Ale też łzy ogromnego strachu, przerażenia, po prostu milion myśli w głowie…i ten nieodłączny strach, że już raz się nie udało.

-Tak bardzo się boję Ala!

-Przestań głupia! Wszystko będzie dobrze. Tylko tak masz myśleć, rozumiesz? Tylko tak.

Maciek przyjechał do mnie tego samego dnia późnym wieczorem. Siedziałam otulona kocem. Tysiąc myśli w głowie. Jak mam mu to powiedzieć…

Usiadł na podłodze, naprzeciwko mnie. Głowę oparł o moje kolana i pyta „Mała, co jest?” Byłaś na badaniach? Miałaś się odezwać, jak wyjdziesz od lekarza. Martwiłem się. Musiałem wpaść.

-…Maciek, jestem w ciąży. To 6 tydzień…

Chyba miał taką samą minę jak ja wtedy w gabinecie. Zbladł. Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę bez słów… i w końcu wyszeptał „To cudownie…:D” Jejku, jak się cieszę, to było Twoje marzenie!

Jeszcze długo potem rozmawialiśmy. O tym, co powiedział mi wtedy w Rosji lekarz,  o tym, co powiedziała Pani Doktor. A przede wszystkim o tym co będzie dalej…

Codzienne, długie niekończące się rozmowy…i przyjmowanie do wiadomości, że będziemy mieli dziecko.

Dziś podjęliśmy decyzję co dalej. Ja na pewno muszę przestać pracować. Niczego bardziej nie pragnę jak tego, by ta istotka pojawiła się na świecie.

Odbyłam kilka rozmów z Panią Doktor, przemiłą kobietą, która bardzo się zaangażowała w to, byśmy tę ciążę utrzymały. Bardzo mnie uspokoiła. Wyjaśniła wszystkie wątpliwości, a przede wszystkim słowa lekarza z Moskwy.

- Pani Aniu, faktycznie, w pani przypadku mogło być tak, że po tak ciężkich przejściach, po trudnym poronieniu pani jajniki mogły na ten czas wyglądać jak takie, które nie będą w stanie wyprodukować komórek jajowych zdolnych do zapłodnienia, a przede wszystkim do utrzymania ciąży. Ale minęło wiele czasu, pani organizm jest silny, zdrowy… Powiem tak, czasami, jeżeli kobieta czegoś bardzo pragnie to zdarzają się takie cuda. Matka natura rządzi się swoimi prawami. Obiecuję pani, że zrobimy wszystko, żeby się to marzenie pani spełniło. Ja sama jestem kobietą, która 14 lat starała się o dziecko. Proszę mi wierzyć, jestem lekarzem. Widziałam swoje wyniki badań, wiedziałam, że zajście w ciążę jest praktycznie niemożliwe. Ale się udało. Dzisiaj jestem mamą bliźniaków. I urodziłam je naturalnie, w wieku 42 lat…

Postanowiłam sobie, że przestanę się zamartwiać. Bo to niczemu nie służy. Skupiam się na sobie i na ciąży. Choć jeszcze nie umiem powiedzieć BĘDĘ MAMĄ

Czas. Czas na poukładanie spraw i dalszego życia….teraz to mi najbardziej potrzebne:)

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Walka o marzenia

  1. ~Ola pisze:

    Gratulacje! ;-) I dużo zdrówka życzę dla Pani i Maluszka!
    Bardzo się cieszę, ja też aktualnie czekam. Na Syna ;-)
    Pierwszego straciliśmy…teraz zaczynam trzeci trymestr i powoli, powolusieńku zaczynam się rozglądać za tym, co będzie nam potrzebne – acz nadal ze strachem.
    Proszę dużo odpoczywać, ściskam! ;-*

  2. ~Anna pisze:

    GRATULACJE!! Czytam Pani bloga od kilku lat. Uśmiech mam od ucha do ucha :) Pozdrawiam serdecznie

  3. ~Małgosia pisze:

    Cudowna wiadomość!!! :-) ja również czytam Panią od długiego czasu i naprawdę zasługuje Pani na malutki, ale wielki CUD jakim jest dziecko :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>